Dzisiaj zauważyłam jak bardzo cieszą mnie proste, codzienne rzeczy. Ot takie świeże powietrze, słońce świecące prosto w twarz, dźwięki ptaków dobiegające zza otwartego okna. Wywołuje to we mnie radość: na ustach pojawia się ustach, w oczach małe iskierki. 

W błogostan wręcz wprawiają mnie spacery z moim mężem, trzymanie go cały czas za rękę. Chociaż ostatnio byłam już zmęczona, pęcherz cisnął i coraz bardziej zaczęły dokuczać mi biodra, to chciałam żeby ten spacer się nie kończył. Czułam, w danym momencie do szczęścia nie brakuje mi nic. Chciałam, żeby ten moment trwał. 

Z ogromnym zaciekawieniem słuchałam tego co, mówił. Mój mąż jest wiecznie ciekawym świata gadułą, uwielbia opowiadać o tym, co działo się w pracy, czego nowego dziś się dowiedział, lub co akurat przeczytał w Wikipedii. Niedawno zainteresował się produkcją i rodzajami whisky i oczywiście zaczął mi o tym opowiadać. A ja zamiast „Andrij, ale mnie to nie interesuje, nie lubię whisky…” słuchałam z uwagą, dopytywałam, jeśli coś było niejasne, albo się zgubiłam (wiecie czym się różnią blendy od single malt’ów?). Jak on ciekawie mówił!  Czekam, aż skończy pracę i przyjdzie do mnie, żeby mi opowiedzieć co robił i jakie to dla niego było. I znów zamiast „A czy mogłabym pobyć chwilę sama ze swoimi myślami, bo czuje, że brakuje mi na nie miejsca”, będę czekać z niecierpliwością i łaknąć szczegółów! 

Czuję, jakbym była zupełnie inną osobą, niż te kilka miesięcy temu. Czy to dwa miesiące na zwolnieniu? Ciąża i hormony? Po prostu: bycie wypoczętą zamiast przemęczoną a jednocześnie w ciągłej gotowości i napięciu? Coś oczyścić mój umysł i ciało z nadmiaru myśli, emocji i przeżyć. Nie jestem psychofizyczne wykończona pracą, przytłoczona wszystkimi trudnymi uczuciami związanymi z niepłodnością. W końcu „zwolniło się miejsce” na podglądanie świata wokół, przeżycia i sprawy najbliższych mi ludzi. 

Wpadam jednak w przerażenie uświadamiając sobie jak długo żyłam z głową przyciśniętą do ziemi, nie zauważając ani słońca, ani trzymającej mnie mocno dłoni mojego męża. Czego jeszcze nie dostrzegałam? I jak już nigdy nie wrócić do poprzedniego stanu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *